Waldemar Sosin: Wierzę w zespół i w trenera

Inauguracja piłkarskiej wiosny zbliża się... niewiadomymi krokami. Nie zważając na przeszkody, sternika naszego klubu "na spyty" wziął red. Andrzej Szatan z Kulis Powiatu. Za zgodą autora w całości zamieszczamy rozmowę z Waldemarem Sosinem, prezesem MKS-u Kluczbork.  

- Chyba nie tak wyobrażał sobie pan pierwszy sezon po spadku z wyższej ligi? To najtrudniejszy okres w historii klubu?
- To prawda. Założenia były zupełnie inne. Wydawało się nam, że stworzyliśmy drużynę, która powinna zagwarantować znacznie wyższe miejsce w tabeli. Wyszło inaczej.

- Zna pan odpowiedź na pytanie dlaczego tak się właśnie stało?
- Według mnie duży wpływ na to miał pierwszy mecz. Przegraliśmy wysoko w Jastrzębiu i po tej porażce drużyna przez jakiś czas nie umiała się pozbiera

- Jakie ma pan odczucia, gdy patrzy na tabelę po rundzie jesiennej?
- Miejsce jest takie jak wszyscy widzą. Ale tabela pokazuje również, że byliśmy jedną z kilku drużyn, które przegrały najmniej spotkań. I to jest optymistyczne. Naszym nieszczęściem okazały się remisy. W dziewiętnastu meczach zanotowaliśmy ich aż dziesięć. A kilka tych pojedynków powinno dać nam zwycięstwa. Miejsce na pewno nie odzwierciedla umiejętności drużyny.

- Najwięcej remisów w lidze i największa karuzela na trenerskiej ławce...
- Taki to już trenerski los, że za brak wyników odpowiadają oni stratą posady. Nie tylko w Kluczborku. Tych zmian rzeczywiście było kilka, ale znalezienie dobrego trenera dla zespołu broniącego się przed spadkiem nie należało do łatwych zadań. W pewnym momencie posiłkowaliśmy się Łukaszem Ganowiczem, asystentem. Nie wykluczaliśmy prowadzenia przez niego drużyny do końca rundy, bo miał niezłe wyniki. Jednak w momencie, gdy został przez sędziego odesłany na trybuny i odsunięty od prowadzenia zespołu, musieliśmy szukać innego trenera.

- Mało punktów i coraz mniej kibiców. W końcówce klubowy sektor świecił pustkami.
- Niestety, to prawda. Ale jak świat światem publiczność na widownię przyciągają przede wszystkim wyniki. Wierzę, że w rundzie wiosennej piłkarze swoją grą pomogą nam zapełnić trybuny. Mamy sygnały, że Klub Kibica chce się odrodzić. A drużynie doping jest bardzo potrzebny.

- MKS pewnie wciąż jest najbiedniejszym klubem II ligi. Jak przed startem rundy wiosennej wygląda jego sytuacja finansowa?
- Ona od kilku lat praktycznie się nie zmienia. Cały czas jesteśmy „pod kreską” - to my szukamy pieniędzy, a nie pieniądze szukają nas. Klub funkcjonuje tylko dzięki wsparciu finansowemu gminy, a początek roku jest szczególnie trudny. W jego trakcie sytuacja się normalizuje. Tak naprawdę to mamy budżet na poziomie trzeciej ligi. Widać to było, gdy próbowaliśmy przed rundą uzupełnić kadrę. Mamy niezbyt liczne grono sponsorów, ale bardzo wiernych. Do nich zaliczamy też kibiców.

- Trudno w tej sytuacji o bodźce ekonomiczne dla piłkarzy w walce o utrzymanie...
- Wszystkie uzgodnienia finansowe jakie mamy z zawodnikami realizujemy. Poślizgi w wypłatach są naprawdę niewielkie. My staramy się także motywować zespół w inny sposób. Jesienne wyniki były bardziej rezultatem problemów mentalnych niż czysto sportowych. I właśnie nowa kadra trenerska mocno pracuje nad psychiką piłkarzy.

- Udało się stworzyć zespół, który potrafi udźwignąć ciężar walki o otrzymanie?
- Wierzę, że ta drużyna będzie w stanie zdobyć miejsce gwarantujące pozostanie w drugiej lidze. Mamy również bardzo dobrą kadrę trenerską. Ona dla mnie jest gwarantem dobrych wyników. To, że znów tworzy się drużyna, w której jest naprawdę dobra atmosfera, widać nawet po treningach. A sparingi pokazały, że nasza gra idzie w dobrym kierunku.

- Więcej w panu optymizmu czy niepewności?
- Jeżeli nie byłbym optymistą, to dziś byśmy nie rozmawiali, bo mnie by w klubie już nie było. Podtrzymuję to, co powiedziałem przed startem do rundy jesiennej - MKS stać
co najmniej na dziesiąte miejsce w tabeli.

- Wyklucza pan czarny scenariusz?
- Nie dopuszczam myśli o degradacji. Nie z tą drużyną, nie z tymi trenerami. Zespół stanowi kolektyw, jest pełen wiary i bardzo dobrze mentalnie przygotowany do gry o punkty.

- Co pan powie piłkarzom przed pierwszym meczem rundy rewanżowej?
- To są profesjonaliści, oni wiedzą o co grają. Okres przygotowawczy przepracowali bardzo solidnie. Powiem, żeby nie patrzyli w tabele, a grali tak, jakby wszystkie zespoły zaczynały od zera.

- Dziękuję za rozmowę.

fot. /mkskluczbork.pl